Dali, numer 1 na mojej liście

Naszą kolejową podróż przez Chiny zdecydowaliśmy się przełamać w Kunmingu. Tu złapaliśmy pociąg do Dali, miasta w którym spędziliśmy cztery dni. Cztery dni przez które nieprzerwanie padał deszcz. Cztery dni, w ciągu których chmury ani na chwilę nie odsłoniły pięknych gór otaczających miasteczko. I tak właśnie do mojej subiektywnej listy najgorszych miejsc, które odwiedziliśmy w ciągu 2 lat w drodze dochodzi Dali, w chińskiej prowincji Junnan. Myślałam, że kambodżańskiego Poipetu i birmańskiego Myawaddy nic nie przebije, bo oba te miejsca należą raczej do tych „obskurnych”. Taki urok przygranicznych miasteczek: masa naganiaczy i naciągaczy, ceny z kosmosu i bariera językowa. Ale stwierdzam z żalem, że się myliłam. Dali, póki co, plasuje się na pierwszym miejscu mojej listy. Pomimo, że Dali nie leży przy granicy, pomimo że jest szeroko i gęsto polecane na blogach podróżniczych i w przewodnikach, i pomimo że do tej pory byłam pewna, że podróż przez Chiny bez Dali będzie kompletnie niekompletne. No bo przecież okolice Dali, to zielone wzgórza Junnanu usłane krzaczkami herbaty, uśmiechnięci ludzie w kolorowych strojach pracujący na roli, malownicze wioski upchnięte wzdłuż jeziora ErHai. No i przede wszystkim Stare Miasto. Zabytkowa starówka z zachowanymi średniowiecznymi murami miasta, jest niczym więcej, niż chińskim odpowiednikiem naszych zakopiańskich Krupówek. Zakwestionowałabym nawet „zabytkowość” owej, jako że jak i na naszych Krupówkach, co krok spomiędzy budynków po oczach świeci budowa, gdzie domy stylizowane na „stare” wyrastają jak grzyby po deszczu. Zamień grillowane oscypki na smażone tofu, górali na poprzebieranych w kolorowe stroje Bai, dorzuć tatuaże z henny, standardowe ceny pomnóż co najmniej razy dwa, walnij McDonalda przy najbardziej zatłoczonej ulicy i voila! Otrzymujesz Dali. I bulwersujący byłby fakt, że ta turystyczna pułapka zorganizowana została tu, żeby w tę gęstą sieć naciągactwa łapać turystów z Europy, ale nie! Bo tych widzieliśmy stosunkowo niewielu. Może co mądrzejsi omijają Dali szerokim łukiem, bazując na doświadczeniach tych nieszczęśników, którzy dali się złapać. Jest za to kilka milionów chińskich turystów, którzy z radością uczestniczą w całym tym turystycznym cyrku, z chęcią wyciągają z portfela grube pliki juanów i z uśmiechem dają się oskubać. W końcu zrobią sobie swoim chińskim iPadem zdjęcie z przebranym w ludowy strój przewodnikiem, w modnej kawiarni, nad filiżanką cappuccino, żeby potem wrzucić je na swojego chińskiego facebooka. Podobno Dali ma wiele do zaoferowania, nam nie było dane tego doświadczyć. Pewnie to moje oburzenie i niechęć były by mniejsze, gdyby dopisała nam pogoda i moglibyśmy wsiąść na rowery i na chwilę uciec z miasta. Ale niestety, niebo zasnuło się szaroburymi chmurami, które kompletnie zasłoniły góry, a do tego z drobnymi przerwami na przemian siąpił lub ostro zacinał deszcz. Nie mówię, że Dali należy sobie z góry odpuścić. Polecam jednak wcześniej sprawdzić prognozę pogody i widząc chmurkę z błyskawicą powtarzającą się przez 7 bitych dni, nie liczyć, jak my na cud. Dali praktycznie:

  1.  Do Dali można dojechać z Kunmingu pociągiem, bilet w klasie hard seat kosztuje: 64 juany/os. Podróż trwa ok. 7h.
  2.  Z dworca kolejowego na Stare Miasto jedzie się między 30 a 60 min, w zależności od pory dnia i korków. Należy wsiąść w autobus nr 8, zatrzymujący się pod samym dworce. Bilet: 2 juany/os.
  3. Ze względu na wysokie ceny, warto rozważyć nocleg w nowej części i tylko wycieczki do Starego Miasta.
  4. …ale jest i na to rada! Znaleźliśmy tanią opcję żywieniową! Za 5 juanów od osoby dwa razy dziennie można wybrać się na wegetariański, buddyjski bufet! I jeść do woli! O bufecie więcej pod zdjęciami ;)
Reklamy

3 myśli w temacie “Dali, numer 1 na mojej liście”

  1. No cóż, raz lepiej, raz gorzej :) Nie zawsze może być pięknie, te złe doświadczenia też trzeba gromadzić, by potem te dobre nabrały jeszcze większej wartości :)

    Wiem, że to okrutnie zabrzmi, ale nie mogę się doczekać, aż zakończycie tę podróż i zrobicie ogromne podsumowanie: gdzie było najpiękniej, gdzie najbardziej opłacało się mieszkać, gdzie najlepsze jedzenie, ludzie, gdzie zdecydowanie najgorzej i najbrzydziej…

    A potem pozostanie czekać na Waszą kolejną podróż :) Może tym razem na drugą półkulę?

    Ciekawa jestem, czy zdążycie wrócić do Wrocławia, jak jeszcze tu będę.. Super byłoby Was spotkać na żywo i usłyszeć wszystkie opowieści.
    Powodzenia w dalszej podróży i oby wam słońce przyświeciło wreszcie!

    1. Aga, święte słowa! Nie da się tak, żeby zawsze było pięknie i kolorowo. Czasem jest źle, czasem nawet bardzo źle. Ile razy chciałam już rezerwować bilet do domu, na jutro :D Ale na szczęście to była nasza jedyna wtopa w Chinach. I póki co nadal jest super! :)
      A do kiedy będziesz we Wrocławiu? Jak tylko się uda, rezerwuj czas! :)

Podyskutujmy!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s